Polska leży w strefie, w której powodzie występują cyklicznie i są naturalną częścią funkcjonowania naszych rzek. Od południa na północ rozciągają się duże zlewnie narażone na intensywne opady, gwałtowne wezbrania i spływy wód roztopowych. Eksperci hydrologii i gospodarki wodnej coraz częściej podkreślają, że powodzie nie są „anomalią”, lecz elementem środowiska, który powinien być wpisany w sposób planowania przestrzennego i inwestycyjnego. W praktyce oznacza to konieczność zmiany myślenia zarówno na poziomie państwa, jak i lokalnych społeczności.
Powodzie dotykają wiele regionów i nie są charakterystyczne tylko dla gór. W obszarach nizinnych również występują gwałtowne zjawiska hydrologiczne, które mogą mieć niszczące skutki. W raporcie Polskiej Akademii Nauk podkreślono, że ponad cztery miliony Polaków mieszka na terenach zagrożonych powodziami, a duża część zabudowy powstaje w miejscach, które naturalnie powinny pełnić funkcję dolin zalewowych. Dotyczy to również osób, które decydują się na kupowanie lub zabudowę takich obszarów jak działki nad rzekami, często nie zdając sobie sprawy z pełnego ryzyka.
Według ekspertów z PAN powódź jest zjawiskiem, którego nie da się wyeliminować, ale można nim zarządzać w sposób systemowy i przewidywalny. Prof. Paweł Rowiński podkreśla, że musimy przestać myśleć o powodzi tylko jako katastrofie i zacząć traktować ją jako zjawisko powracające, wymagające przygotowania oraz świadomych decyzji przestrzennych. Państwo i samorządy muszą wdrożyć długofalową strategię opartą na analizie zlewni, a nie pojedynczych inwestycji.
Kluczowe jest, aby mieszkańcy, urzędnicy i inwestorzy zrozumieli, że nie istnieją rozwiązania stuprocentowo eliminujące ryzyko powodzi. Możemy jednak ograniczać skutki, skracać czas odbudowy i przygotowywać społeczności na szybkie reagowanie. Szczególne znaczenie ma to w przypadku obszarów zabudowywanych zbyt intensywnie, takich jak działki nad rzekami, które — choć atrakcyjne wizualnie — wymagają najwyższych standardów bezpieczeństwa.

Jeden z kluczowych fragmentów raportu PAN dotyczy polityki przestrzennej. Eksperci są zgodni: powódź zaczyna się na planie miejscowym. To decyzje urbanistyczne podejmowane 5, 10 czy 20 lat wcześniej wywołują konsekwencje w postaci strat podczas wezbrań rzek. Jeśli pozwalamy budować domy, drogi, hale czy osiedla w naturalnych dolinach rzek, to świadomie przenosimy ryzyko powodziowe na mieszkańców.
Brak analiz, ignorowanie danych hydrologicznych, a także decyzje administracyjne dopuszczające zabudowę na terenach zalewowych przyczyniają się do rosnącej liczby szkód. Dotyczy to w szczególności osób inwestujących w działki nad rzekami, które często są przedstawiane jako atrakcyjne, ale w rzeczywistości narażone na wysokie ryzyko.
Powódź z września 2024 roku uwidoczniła słabości infrastruktury oraz brak systemowego podejścia do prewencji. Najbardziej ucierpiały miejscowości w południowo-zachodniej części kraju, w tym regiony Dolnego Śląska. Zniszczone mosty, podmyte drogi, uszkodzone wały i ewakuacje tysięcy mieszkańców jasno pokazały, że obecny model ochrony przeciwpowodziowej jest niewystarczający.
W wielu miejscach niszczenia wałów było skutkiem ich wieku lub braku przeglądów technicznych. Część zabudowań powstała w miejscach, które według map ryzyka nigdy nie powinny zostać przeznaczone pod inwestycje. Dotyczy to również prywatnych parceli — takie jak działki nad rzekami — które często znajdują się w bezpośredniej strefie zalewowej, co drastycznie zwiększa ryzyko strat materialnych.
Raport PAN przedstawia kompleksowy zestaw rekomendacji. Dokument przygotowany przez hydrotechników, hydrologów, ekologów, inżynierów środowiska i specjalistów ds. zarządzania kryzysowego stanowi jedną z najbardziej wszechstronnych analiz powodzi na przestrzeni ostatnich lat. Autorzy raportu podkreślają, że adaptacja do powodzi wymaga działań na wielu poziomach jednocześnie — od decyzji rządowych po świadomość mieszkańców.
Każdy z tych elementów jest kluczowy, aby skutecznie zarządzać ryzykiem powodziowym w Polsce. Szczególne znaczenie ma renaturyzacja rzek i odbudowa przestrzeni zalewowych. Obszary, które przez lata zabudowywano lub przeznaczano na inwestycje takie jak działki nad rzekami, powinny być traktowane priorytetowo w kontekście przywracania naturalnych funkcji rzek.
Współczesne systemy ochrony przed powodzią nie mogą opierać się wyłącznie na budowie wyższych wałów czy pogłębianiu koryt rzek. To podejście, choć często stosowane, okazuje się nieskuteczne w obliczu zmian klimatycznych, które powodują coraz częstsze i intensywniejsze opady. Eksperci podkreślają, że kluczowe jest myślenie w kategoriach całych zlewni. To oznacza konieczność łączenia działań hydrotechnicznych, planistycznych i środowiskowych.
Przykładowo: budowa wału w jednej gminie może zwiększyć ryzyko powodzi w miejscowości położonej poniżej. Z kolei renaturyzacja doliny rzecznej, przywrócenie meandrów i odsunięcie wałów tworzy przestrzeń, która pozwala rzece rozlać się w kontrolowany sposób, zmniejszając skalę zniszczeń. Takie działania są bezpieczniejsze również dla właścicieli terenów położonych przy rzekach, w tym właścicieli działki nad rzekami.

Ochrona przed powodzią to nie tylko zadanie państwa czy służb hydrologicznych. Mieszkańcy, zwłaszcza ci żyjący w pobliżu rzek, muszą rozumieć ryzyko i wiedzieć, jak się przygotować. Dotyczy to szczególnie osób kupujących działki nad rzekami lub planujących budowę domu w obszarach zalewowych. Świadomość hydrologiczna jest nadal niska – wiele osób nie sprawdza map zagrożenia, dokumentów planistycznych czy danych o poziomach wód.
Dodatkowo mieszkańcy powinni dbać o drożność rowów melioracyjnych, nie betonować całych działek i nie niszczyć naturalnych terenów zalewowych, które pełnią rolę bufora w czasie wezbrań.
Jednym z kluczowych rekomendacji PAN jest rozwój edukacji i komunikacji dotyczącej ryzyka powodzi. Powinny powstać programy szkolne, kampanie społeczne oraz materiały edukacyjne skierowane do mieszkańców, samorządów i właścicieli terenów przy rzekach. Informacja o ryzyku powinna być dostępna i zrozumiała, aby mieszkańcy mogli podejmować świadome decyzje — szczególnie ci, którzy rozważają zakup działki nad rzekami.
Rzetelna edukacja społeczeństwa może znacząco zmniejszyć liczbę strat, jakie generują powodzie. Ludzie świadomi zagrożenia reagują szybciej, a ich decyzje są bardziej odpowiedzialne i zgodne z rzeczywistym stanem bezpieczeństwa.
Skuteczna ochrona przed powodzią wymaga dobrze działających systemów ostrzegania. Nowoczesne narzędzia hydrologiczne, satelitarne i meteorologiczne pozwalają przewidywać wezbrania rzek z coraz większą dokładnością. Kluczowe jest jednak, aby informacje te docierały szybko do mieszkańców oraz były odpowiednio interpretowane przez służby.
Systemy alarmowania powinny obejmować SMS-y, aplikacje mobilne, media lokalne oraz automatyczne alerty. Odpowiednia komunikacja może zapobiec tragediom i zmniejszyć straty materialne, szczególnie na terenach, gdzie występują działki nad rzekami, a ryzyko powodziowe jest podwyższone.
Renaturyzacja to proces przywracania rzekom ich naturalnych funkcji. Obejmuje m.in. odtwarzanie meandrów, poszerzanie koryt, tworzenie starorzeczy, usuwanie barier i odbudowę roślinności. Dzięki takim działaniom doliny rzeczne pełnią rolę naturalnych zbiorników retencyjnych, które przyjmują nadmiar wody podczas opadów.
Przywracanie przestrzeni dla rzek jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi w walce z powodzią. Pozwala to nie tylko chronić infrastrukturę, ale także zwiększa bezpieczeństwo mieszkańców i właścicieli terenów przy rzekach, w tym właścicieli działki nad rzekami. Renaturyzacja to inwestycja, która zwraca się w postaci mniejszych strat i zdrowszego środowiska.
Raport PAN rekomenduje stworzenie zintegrowanego systemu ubezpieczeń powodziowych, który dzieli odpowiedzialność między państwem, sektor prywatny i mieszkańców. Obecnie wiele osób nie posiada odpowiedniej ochrony finansowej, co prowadzi do tragedii ekonomicznych po każdej dużej powodzi.
System ubezpieczeń mógłby działać podobnie jak modele stosowane w Europie Zachodniej. Pozwoliłoby to zminimalizować straty indywidualnych gospodarstw, zwłaszcza tych położonych na obszarach zalewowych, takich jak działki nad rzekami.
W obliczu zmian klimatycznych intensywność powodzi będzie rosła. Z tego powodu Polska powinna rozwijać działania oparte na nauce i analizie danych hydrologicznych. Obejmuje to zarówno inwestycje infrastrukturalne, jak i planowanie przestrzenne oraz edukację społeczeństwa.
Wszystkie te działania wymagają współpracy wielu sektorów gospodarki i administracji. Powódź to zjawisko złożone, a skuteczna ochrona możliwa jest jedynie przy podejściu zintegrowanym i opartym na wiedzy naukowej.
Powodzie nie są zjawiskiem, które można wyeliminować. Możemy jednak skutecznie ograniczać ich skutki, pod warunkiem że zmienimy nasze podejście do rzek, zagospodarowania dolin i ochrony przeciwpowodziowej. Kluczowe jest myślenie o rzece jako o systemie, a nie pojedynczym korycie. Równie ważna jest edukacja, świadomość społeczna oraz odpowiedzialne inwestowanie.
Polska musi nauczyć się żyć z powodzią w sposób systemowy, a nie doraźny. W przeciwnym razie każdy kolejny epizod będzie generował coraz większe straty, szczególnie na terenach położonych w pobliżu cieków wodnych, takich jak działki nad rzekami. Tylko mądre, długofalowe decyzje pozwolą nam ograniczyć skutki powodzi i chronić mieszkańców oraz ich dobytek.
Jak i gdzie sprawdzić działkę przed kupnem
Czy demografia zmieni rynek nieruchomości w Polsce. Czy czekają nas gminy z mieszkaniami, domami i działkami za złotówkę?
Rosnące ceny energii a rynek nieruchomości — czy budynki energooszczędne sprzedają się szybciej?
Rynek nieruchomości w Polsce zmienia się dynamicznie, a jednym z najważniejszych czynników kształtujących decyzje kupujących są obecnie rosnące koszty energii. Wysokość rachunków za ogrzewanie i prąd zaczyna wpływać zarówno na wartość nieruchomości, jak i na czas potrzebny do jej sprzedaży. Kupujący coraz częściej zwracają uwagę na to, jak budynek został wykonany, jakie ma instalacje oraz jakie generuje koszty eksploatacji. W artykule analizujemy, jak wzrost cen energii oddziałuje na rynek, oraz czy domy o niższym zapotrzebowaniu na energię rzeczywiście sprzedają się szybciej niż pozostałe.